REKLAMA

Dwór ze Święcan stanął na nadsańskim wzgórzu. Jedyny taki obiekt w Skansenie otwarty (FILM)

SANOK / PODKARPACIE. Kilka pokoleń Polaków urodziło się i umarło w ścianach jednego z najbardziej unikatowych obiektów, który wczoraj otwarto w sanockim Skansenie. Dwór ze Święcan został uratowany przez muzealników i zrekonstruowany. Dzięki temu jeszcze przez długie lata będziemy mogli wczuwać się w klimat życia dworskiego, które w Polsce zniknęło już bezpowrotnie.

Dorota Mękarska

Polskie dwory, których resztki możemy jeszcze dzisiaj podziwiać, były nie tylko siedzibami rodowymi szlachty polskiej. Stanowiły skarbnicę wartości religijnych, patriotycznych i duchowych przekazywanych z pokolenia na pokolenie. W czasach zaborów były wysepkami polskości. Ich patriotyczną atmosferę doskonale pokazują zakazane w czasach PRL książki zapomnianej już dzisiaj pisarki Marii Rodziewiczówny, np. „Barcikowscy”, czy „Byli i będą”.

Dwory odgrywały również rolę ośrodków życia towarzyskiego, jak i kulturalnego. Gromadzono w nich pamiątki historyczne, dzieła sztuki i książki.

Po II wojnie światowej kulturę dworską zniszczono. Z powierzchni polskiej ziemi zniknęło prawie 20 tysięcy dworów. Nieliczne, które się ostały, przeznaczono na żłobki, przedszkola, domy dziecka, domu kultury, czy inne obiekty użyteczności publicznej.

Hrabia sprzedaje dwór chłopu za 10 tysięcy dolarów

Dwór ze Święcan, który powstał w 1861 roku, uniknął tego losu, gdyż jeszcze przed wojną, w 1927 roku, wszedł w posiadanie chłopskiej rodziny. Od hrabiego Olszewskiego, ostatniego właściciela wsi Święcany, dwór i 22 hektary gruntu zakupił Wojciech Grzegorczyk, pochodzący z biednej rodziny z Iwonicza, który wzbogacił się pracując w przemyśle naftowym. Zapłacił za majątek 10 tysięcy dolarów. Ta suma jest znana, gdyż zachowała się do dzisiaj umowa kupna-sprzedaży.

Dziadek nie miał szkół, ale był taki pracowity, tak sam się kształcił, że po wyjeździe do Borysławia, swoją pracą i uporem doszedł aż do stanowiska kierownika kopalni – wspomina rodzinne dzieje Zbigniew Grzegorczyk, wnuk Wojciecha.

Rodzina Grzegorczyków mieszkała w dworze przez trzy pokolenia. Choć nie przejęła ziemiańskiego trybu życia dawała, tak jak poprzedni właściciele majątku, pracę ludziom ze wsi.

Po Wojciechu, który podzielił majątek między trzech synów, dwór objął w posiadanie Stanisław, a po nim jego syn Zbigniew, który mieszkał w dworze do czasu wybudowania nowego, murowanego domu.

Dwór nie nadawał się do prowadzenia gospodarstwa – podkreśla jego ostatni właściciel. – Ciężko było też ten obiekt utrzymać. Samo ogrzewanie tak wysokich pomieszczeń kosztowało majątek.

Jerzy Ginalski był uparty

10 lat temu dwór zakupiło Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku, choć negocjacje w sprawie jego nabycia rozpoczęły się jeszcze wcześniej, za życia Stanisława Grzegorczyka. Udało się to w końcu dyr. Jerzemu Ginalskiemu.

Dwór ze Święcan jest dzisiaj unikatowym obiektem, nawet na skalę tak wyjątkowego Skansenu, jakim jest sanocki.

Brakowało nam przykładu architektury rezydencjalnej – podkreśla Jerzy Ginalski. – Dworem ze Święcan zainteresował się już Aleksander Rybicki, który prowadził ożywione pertraktacje z właścicielem dworu. Kontynuował je Jerzy Czajkowski, mój poprzednik. To był niestety jeden z ostatnich obiektów, który nadawał się do przeniesienia.

Rekonstruowano obiekt bez mała przez całą dekadę, angażując do tego najlepszych rzemieślników. Finansowo wspomagał to przedsięwzięcie Urząd Marszałkowski.

Dwór odsłonił przed muzealnikami tajemnice

Zrekonstruowany dwór, którego powierzchnia liczy 400 m kw., robi olbrzymie wrażenie. Na zewnątrz przyciąga wzrok delikatna, wręcz koronkowa listwa snycerska, która znajduje się pod okapem. Natomiast wewnątrz – nie wiadomo, gdzie oczy podziać. Z wielką dbałością zaaranżowano wszystkie pomieszczenia, a jest ich w sumie jedenaście: kuchnię, pokój kredensowy, sypialnię, pokój dziecinny, stołowy, salon, gabinet, kancelarię, sień z pomieszczeniem gospodarczym, a także dworską kaplicę.

Ku zaskoczeniu muzealników w trakcie prac rekonstrukcyjnych odkryto w kaplicy polichromię ścienną w stylu neogotyckim, pochodzącą z końca XIX wieku.

Urodziłem się w tym dworze, ale nie miałam pojęcia o istnieniu tej polichromii, gdyż była zasłonięta tynkiem – dziwi się Zbigniew Grzegorczyk.

Drugim, niezwykle radosnym dla muzealników znaleziskiem, ważnym dla odtworzenia historii dworu, było odkrycie na jednej z belek napisu: Ten Dom stawiany Roku 1861/ Majster Socha.

Tysiące przedmiotów, tysiąc zabytków

Wyposażenie dworu kompletowano przez dziesięciolecia. W większości pochodzi ono z podsanockich dworów, ale nabywano je również w ostatnim czasie, gdy trwała realizacja miasteczka galicyjskiego. Odkładano wówczas te elementy wyposażenia, które miały trafić do dworu.

W muzealnej pracowni konserwatorskiej zakonserwowano około 500 zabytków, ale w sumie w dworze zgromadzono około tysiąca zabytkowych przedmiotów, od zastawy stołowej począwszy, po meble, dywany, oświetlenie, działa sztuki, broń, fotografie i zabawki.

Renata Kinga Jara autorka tej realizacji, została uhonorowana przez Bogdana Zdrojewskiego, ministra kultury i dziedzictwa narodowego srebrną odznaką za opiekę nad zabytkami.

Warto dodać, że obraz pochodzący z XVII wieku przedstawiający egzotyczną piękność podarował do dworu ze Święcan Janusz Szuber, sanocki poeta.

Podczas otwarcia dworu ze Święcan rezydencja znowu zatętniła życiem. Tak jak przed laty pojawili się w nim jego domownicy. W ich rolę wcielili się pracownicy MBL, ubrani zgodnie z epoką. W obejściu krzątał się major domus, guwernantka i służba. Gościł w nim podkomorzy, a nad wszystkim pieczę sprawował dziedzic i dziedziczka.

Dwór stoi w jednym z najbardziej urokliwych miejsc w sanockim Skansenie. Z balkonu rozpościera się widok na San i wzgórze zamkowe, z górującą na nim bryłą zamku. Lepszej lokalizacji ze świecą szukać. Dzięki niej rozciągnięto niewidzialną nić, łączącą rezydencję dworską z rezydencją królewską.

13-09-2013

Udostępnij ten artykuł znajomym:

Udostępnij

Napisz komentarz przez Facebook


lub zaloguj się aby dodać komentarz


Pokaż więcej komentarzy (0)